piątek, 10 lipca 2009

BURMISTRZ MUSZYNY ZGINĄŁ


Kolejny tragiczny wypadek , jaki wydarzył się wczoraj na polskiej drodze.Powroźnik -Muszyna
Zginął Burmistrz Muszyny Waldemar Serwiński, a jego syn walczy o życie.
Miałem przyjemność rozmawiać z tym przesympatycznym , milym i kontaktowym człowiekiem.
Był konkretny w rozmowie , otwarty i szczery. Dotrzymywał danego słowa.
Niewielu jest takich ludzi , wielka szkoda rodziny ,tego co muszą przecierpieć najbliźsi , i wielu ludzi którym był bliski.
Bardzo współczuję mieszkańcom Muszyny stracili wyjątkowego człowieka ,wspaniałą osobowość przez nieostrożność kierowcy, który nie przewidział że może narobić wielkiego nieszczęścia chwila nieuwagi . Życie jest kruche jak szkło (foto Stanisław Śmierciak)

poniedziałek, 15 czerwca 2009

ALKOHOLOWI IDIOCI DŁUGICH WEEKENDUF


Alkoholowi Idioci
mordują na drogach ludzi

Alkohol jako jad komórkowy uszkadza przede wszystkim komórki ośrodkowego układu nerwowego hamując jego czynności. Myślenie staje się szybkie, lecz powierzchowne osłabieniu ulega krytycyzm i zdolność samokontroli.
Cóż ten powszechnie uznany , zalegalizowany, ogólnie akceptowany narkotyk zbiera swoje żniwo, jest przyczyną wielu zbrodni tragedii i nieszcześć ludzkich. Nie wypada nie pić –co ze mną się nie napijesz. Tym czasem alkohol uzależnia psychicznie i fizycznie jest dostępny wszędzie, a zachowania po alkoholowe są usprawiedliwiane przez resztę społeczności , przecież był pijany ,nie wiedział co robi , nie był sobą, miał świetlistość pomroczną, gadał bzdury i obrażał bliskich i dalekich mu ludzi – wypił , wyrwało mu się. Normalnie to człowiek do rany przyłóż, tym czasem alkoholowy idiota siada do samochodu i hajda , dawaj, jedzie jak gdyby nigdy nic, pędzi na oślep, nie zawracając sobie głowy innymi ludźmi, których naraża na śmiertelne niebezpieczeństwo, taki idiota potem płacze i skamle , przeprasza, że on nie chciał, ale często tragedia wieńczy alkoholowy idiotyzm, a ilu ich jedzie licho wie są takie dni że masa...... i tak dostają wyroczki a nie wyroki. Ostatnio zginęło 66 ludzi ponad 800 rannych.Większość zabili alkoholowi idioci długiego weekendu. Pijusy za kierownicą.
W imię polskiego prawka, i sprawiedliwostki zapalenie jointa jest ścigane z całą surowością. Kara za posiadanie jednego papierosa z marihuaną jest porównywalna do kary za kradzież skrzynki wódki z monopolowego gdyż w pewnym sensie okradasz nie tylko sklep ale i całe państwo.
Alkoholowy idiotyzm zatacza coraz szerszy ogólnospołeczny krąg, że wspomnę o rock end rolu który, pełen jest alkoholowych idiotas. Mógłbym mnożyć przykłady , pieprzących trzy po trzy w wywiadach byle się wepchać na afisz . ,,Nie pchaj się na afisz jeśli nie potrafisz,, , a tak naprawdę są żałosnymi żałosnedupki. Piorą swoje kobiety, żony i kochanki, jeszcze jedna bania i wszyscy są gorsi , reszta jest do dupy, ja jestem naj naj. Byle wypić i zaruchać -WIP nie ważne czy facet czy kobieta. Alkohlowy idiota lubi bijatykę lubi uderzyć najlepiej z zaskoczenia i potencjalnie słabszego, a jak dostanie wpierdol to ryczy jak krowa. Alkoholowy idiota jest typem damskiego boksera, któremu się wydaje, że go życie poniewiera. Facet który bije kobietę, molestuje psychicznie, podnosi rękę na słabszych to dno, cokolwiek by nie gadał jest szmatą mendą wszawą ,wszą kulawą ... i nie ma litości dla skurwysynuf - jak śpiewa Kazik. Kiedy po pijaku wsiadają do samochodów Alkoholowi Idioci. pd

piątek, 8 maja 2009

BALLADA O KOCIE MARIANIE






















Kot Marian był wolnym dziko żyjącym ,wzryszającym kocurem bombajskim. Dobrym duchem ogrodu.Jego brat bliźniak zginął tragicznie zamkniety bezwiednie ,w piwnicy naszego domu .Co zbliżyło mnie do Mariana jeszcze bardziej,Choć i tak był zawsze moim ulubieńcem.Impionował zaradnością ,sprytem ,spokojem i siłą ducha.Królował na ulicy Leśnej.walczył dzielnie z okolicznymi intruzami ,pilnując swojego terenu. Czasem mu pomagałem przepędzić owych obsikiwaczy.Młodszych i silniejszych. Czułem że to docenia, i ma do mnie zaufanie. Kładł się w odległości metra od hamaka,patrzył i zawsze miał na mnie oko.Darzyliśmy się wzajemnym zaufaniem.Patrzyłem na niego i podziwiałem jego spokój. Kot Marian to ojciec okolicznych kotów,niezwykłej urody i charakterów a przede wszystkim to ojciec naszej ukochanej kotki Zyzanny,i chłopak naszych kotek. Żył ten wspaniały dorodny kocur 15 lat w okolicy naszego ogrodu, zawsze trzymając się z dala od ludzi, a że starośc Panu Bogu się nie udała powoli próbował ,wejść do domu .Tyle lat próbowaliśmy zwabić i pogłaskać Mariana .Czasem kiedy zajadł przysmaczek to się zapominał, i udawało się go dotknąć .Było to jednak zbyt trudne przeżycie dla Mariana . Czmychał w popłochu .Z czasem coraz bardziej się ośmielał.Zawsze jednak najbezpieczniej czuł się w swoim styropianowym KOTELU kocim hotelu ,który zrobiliśmy dla niego.Kiedy zachorował.Zamieszkał z Nami w domu i zaufał Nam .Wszyscy się o Marianka troszczyliśmy, każdy o niego pytał.trzymaliśmy za niego kciuki.
Słabł biedak i gasł coraz wolniej tętniło w nim życie.Doktor Zbigniew , wprawnym okiem spojrzał zbadał Mariana i orzekł.Marian jest chory na koci katar co brzmi niewinnie, a jest niestety ciężką chorobą wyniszczającą cały organizm.
Słabe osobniki zabija.
Walczyliśmy o niego, sam robiłem mu zastrzyki z antybiotykiem.Napewno było to dla Niego nieznane przezycie, znosił to spokojne z godnością ,nigdy się nie skarżył .czuł moje dobre intencje. I przepraszał że żyje .Na koniec swojego życia nauczyłem go korzystać z kuwety, zamiast lać gdzie popadnie . Nasze trzy kocice Rikusia Tutka i Zuzanna akceptowały Mariana jak rodzinę zresztą nie tylko.Poczuł się lepiej, trochę się pozbierał .Zaczął jeść, nawet przyłapałem go na buszowaniu po stole, tylko spojrzałem i wiedział że przegiął. Ja pozwalałem mu na wszystko.Uwielbiał surowe mięso.Pasjami zajadał kurczaka uwiebial pić wodę z miski i być czesanym .A piękne miał futro.
Kiedyś się najadł połasił się po kociemu jakby się chciał pozegnać i podziękować, stanał pod drzwiami . Wypuściłem go.Zobaczyłem że był słaby.Pomyślalem ze wróci .jak zwykle .ale nie wrócił . Mijał dzień za dniem .szukałem go wszędzie, pytałem ludzi czy go nie widzieli. Przyszła sroga,śnieżna zima,pomyślałem, że nie przetrwa.Wyszedł w lutym 2009 i po dziś dzień nie powrócił .Zaginął mój przyjaciel kot Marian. Nie mogę przestać o nim myśleć .Patrząc na ogród widzę go w cieniu jabłoni.Czasem mam omamy, że to on przemyka cichaczem. Chciałbym bardzo aby się odnalazł . żeby tylko był . Mam nadzieję .że jego dusza odpoczywa przed reinkarnacją.
Śmierć jest niekończącym się snem bez snów.

HITGENERATOR

www.myspace .com/pudeldupa

niedziela, 22 marca 2009

KRĘCENIE KLIPU W PIERWSZY DZIEŃ WIOSNY

Bartek sax & Dziun








Motyl




Dziun

Fdh

tv
Sax BartDario

Bartek sax
Krystian
FDH
PLan
Pudel


Dziun

Golda Franz

Pudel
Dziun
W pierwszy dzień Wiosny 21 03 09 pracowaliśmy nad nowym teledyskiem w reżysejro Gohy Świerszczyńskiej do ,,Będzie Dobrze Nam'' .Do akcji włączyła sie ITAKA Fundacja zajmujaca się
poszukiwaniem zaginionych ludzi. Piękna idea nadająca sens naszej piosence i jej inny wymiari siłę.
Kręcenie dzisiaj teledysków przy tak niewielkim, prawie zerowym zainteresowaniu różnych telewizorni ,mijałoby się z sensem ,gdyby nie idea przemawiaąca do wyobraźni inteligentnego człowieka, bo półgłwki mnie nie interesują wogóle.Istotą jest to by pomóc drugiemu człowiekowi.Trudno powiedzieć jaki będzie finalnie teledysk i co upichci Goha z Filipem, dużym atutem teledysku jest zjawiskowa Dziun w roli głównej.
Jak było
Oto pare fotografii autostwa Agnieszki Baranowskiej [jeszcze ciepłe]




















piątek, 5 grudnia 2008

WYWIAD DLA POLSKIEGO RADIA 25 11 2008 Bartosz Chmielewski

O knajpie Hawana, braku koncertów i reagge’owych planach Pudelsów opowiadają Andrzej Pudel Bieniasz i Franz Dreadhunter.
Bartosz Chmielewski: Co z mroczna stroną Pudelsów? Czy zgodzicie się ze stwierdzeniem, że Pudelsi z płyty na płytę robią się coraz przystępniejsi? „Madame Castro” to najbardziej popowa z waszych płyt.

Andrzej Pudel Bieniasz: ,Ciemna Strona” nadciąga na pewno ją nagramy w niedalekiej przyszłości, ale teraz pracując nad ,,Madame Castro” ,chcieliśmy dotrzeć do szerszego grona odbiorców. Nie jest to popowa, lecz Psychopopowa płyta, kontynuacja,, psychopopu”, kierunku, w którym od 1999 z premedytacją podążamy. Z wiekiem łagodniejemy, dlatego jesteśmy przystępniejsi.

Franz Dreadhunter: Osobiście mam wrażenie, że od płyty „Zen” zespół wraca na stare tory z przed „Wolności słowa”, która to płyta bez wątpienia była największym popowym osiągnięciem zespołu. Wynik pól miliona sprzedanych płyt może to tylko potwierdzić.

Od czasów „Wolność słowa” wydajecie się być w rozkroku między mainstreamem, a alternatywą.

AB: Ja wywodzę się z grupy Düpą, którą współtworzyłem w1981r. To są korzenie prawdziwego Punk Rocka o intelektualnym awangardowym charakterze, Püdelsi są kontynuacją myśli Düpą, przeszedłem drogę od undergroundu do overgroundu przez te 27 lat i tylko tym zespołom pozostałem wierny, nie wiem co to jest stanie w rozkroku między mainstreamem a alternatywą ,co to za szuflada? A ten rozkrok to właśnie Psychopop.

FD: Rozkrok pojawił się już w okresie „Wolności słowa”. Sukces tej płyty, wcisnął nas z wielka siłą w objęcia całej Polski. Kluby spadły na drugi plan na korzyść imprez miejskich, a poszukiwania repertuarowe obracały się już w innych rejonach. Po zmianie wokalisty z Maćka Maleńczuka na Gołde nie chcieliśmy z Pudlem zawieszać działalności tylko wejść w nowe z marszu. Stąd już na „Zen” powracają utwory o bardziej alternatywnym zabarwieniu, wcześniej odrzucane („Nintendo”, „Syn kota i kury”, „Zaćmienie”, „Zemsta” ). „Madame Castro” to płyta na pewno przemyślana. Mieliśmy stosunkowo dużo czasu na napisanie nagranie i wyprodukowanie całości. Gołda jest już w zespole trzy lata i mam wrażenie, że prowadzi go w dobrą stronę. Agora, która płytę wydala wręcz naciskała by płyta była wyrazista i rasowa bez popowego podtekstu. Tak też zrobiliśmy i zrezygnowaliśmy z umieszczenia na płycie piosenki „Ty i ja bieguny dwa”, jednej z najbardziej komercyjnych piosenek w historii Pudelsów, ale i zarazem najbardziej alternatywnej z naszego punktu widzenia. Reasumując można powiedzieć wychodzimy z rozkroku rok po roku.

Nowej płyty nie promujecie koncertami. Skąd ta niechęć do występów na żywo?

FD: Składa się na to pare czynników. Po pierwsze kasa, po drugie kasa, po trzecie kasa, a tak naprawdę mamy mały poślizg z trasą i promocją płyty. Agora to nie wydawnictwo płytowe w pełnym tego słowa znaczeniu i wsparcie trasy nie leży w ich mozliwosciach budżetowych. Kłopoty z menedżmentem i różnice zdań w kwestii prowadzenia promocji doprowadzily do poważnego opóźnienia wprowadzenia płyty na rynek. W efekcie trasa koncertowa przypadnie na rok 2009. Zawsze koncerty graliśmy, grać bardzo chcemy i grać będziemy tym bardziej, że na repertuar składają się nasze ostatnie dwie płyty, czyli całkiem coś nowego oraz stare znakomite numery z poprzednich płyt, co z pewnością będzie bardzo atrakcyjne dla odbiorcy.

Macie dość pytań o Maleńczuka?

AB: Mam dość, ten rozdział jest zamknięty i nudzi mnie ciągłe bicie piany na ten temat, te same pytania, jakieś wydumane pretensje. Ludzie w życiu się rozchodzą, tak już jest. „Ttrzeba z żywymi naprzód iść po życie sięgać nowe, a nie w uwiędłych laurów liść z uporem chylić głowę „ , parafrazując poetę.

FD: Jak mamy serię wywiadów o nowej plycie a kolo zadaje czwarte pytanie o Maćka to musi, się liczyć z tym, że może dostać w beret.

Słyszeliście już jego ostatnią płytę „Psychodancing”?

AB: Nie słyszałem, ale zobaczyłem okładkę. Wyjątkowy bohomaz. Zobaczyłem gościa w kapeluszu po botoksie z muchą na wardze, ohyda, nie cierpię much….

FD: Ja miałem okazję posłuchać tej płyty ba trzymałem ją w ręce i nawet w pierwszej chwili chciałem odpędzić muchę, ale nie chciała zleźć.

Czytając wywiady, można odnieść wrażenie, iż obecnie w Pudelsach panuje sielankowa atmosfera. Wcześnie było nerwowo? Gdybyście mogli porównać współpracę z Maleńczukiem i Szymonem Goldbergiem?

FD: Mogę to porównać do jazdy z kierowcą trzeźwym i kierowcą po wypiciu litra wódki. Myślę, że to dosyć obrazowe porównanie i tu rodzi sie pytanie, z kim wolałbyś ty jechać?

Skąd pomysł na wykorzystanie tekstu profesora Wiktora Zina „Gdyby Ryby”? Czy zamierzacie sięgać jeszcze do jego poezji?

AB: Profesor Zin zadedykował mnie ten tekst, miałem wielki zaszczyt znać tego wspaniałego człowieka od 30 lat. Był wielkim fanem Püdelsów, lubił i doceniał moje i nasze teksty, po jego śmierci dostałem od pani Aleksandry Zin tekst, który pozostawił dla mnie z dedykacją. Tak powstały Gdyby Ryby do tekstu Profesora, szkoda, że nie mógł posłuchać, niestety po takich ludziach zostaje niezapełniona dziura. Kraków stracił niepowtarzalną osobowość.
Mamy taki plan, żeby wydać płytę z tekstami Profesora do naszej muzy ,,ZIN”. Wiktor Zin
był tytanem pracy pozostawił po sobie niezliczone dzieła rysunki i wspaniałe teksty.

Pierowotnie płyta miała nosić tytuł „Gdyby ryby”, czemu zmieniliście na „Madame Castro”?

AB: Pomysły na tytuł zmieniały sie w czasie pracy nad płytą. ,,Madame Castro” to prawdziwa historia, która zainspirowała nas do napisania tekstu. Jest w Krynicy knajpa Hawana na otwarcie której w latach 70 przyjechał nieoficjalnie sam Fidel Castro opowiedział mi te historie stary barman. Knajpa do niedawna miała wystrój nienaruszony i znakomity rumsztyk z cebulką i sznycel po wiedeńsku czyli normalny mielony z jajkiem sadzonym, z dancingiem nieraz do rana. Taki relikt, w którym czas się zatrzymał. Coraz mniej takich miejsc można spotkać.Świat się zmienia.


Na pierwszego singla promującego album wybraliście utwór „Dziewczyny z podwórka, chłopaki z mojej ulicy” mający dobre papiery na wielki przebój, dlaczego umieściliście go na końcu płyty?

AB: Na ,,Madame castro ” jest więcej mających dobre papiery na przebój piosenek, a nawet wszystkie jak to zwykle bywa, każdy ma swoje kryteria przeboju. Dla mnie przebój determinuje wielość powtórzeń w radio i TV najlepiej naraz. Dziewczyny miały to szczęście zgodziliśmy się na taka kolejność, takie ustalenia to wzajemny kompromis.

FD: Napisaliśmy w okresie amoku związanego z Naszą Klasą, i puściliśmy w eter. Okazało się, że piosenka załapała w Programie Trzecim Polskiego Radia. Doszła do miejsca pierwszego na liście przebojów, z czego bardzo byliśmy zadowoleni, ale chyba nie na, tyle aby powierzyć mu promowanie nowej płyty w postaci umieszczenia na pierwszym miejscu na płycie. Ba były nawet przymiarki by nie umieszczać tego numeru na płycie w ogóle.

Piosenka ta wpisuje się w pewną modę na utwory wspominkowe, co w pewnym sensie łączy się z powodzeniem portalu Nasza Klasa. Śpiewający przez chwilę w Pudelsach Maciej Miecznikowski z Leszczami nagrał „Tak się bawi nasza klasa”, KASA powrócił hitem „Piękniejsza”, macie swoją ulubioną piosenkę odwołującą się do czasów dzieciństwa?

AB: Tak ,,Dziewczyny z podwórka chłopaki z mojej ulicy” to taka wspominkowa historia—Ja pochodzę z czasów gdzie zabawa na podwórku i ulicy to było jedyne co było do roboty. Nie było tych wszystkich wynalazków, dzieciaki się integrowały na podwórkach i ulicy, tam też poznawało się dziewczyny, paliło pierwsze papierosy i piło wino patykiem pisane, były walki uliczne, wspólne gry takie jak gra w zośkę czy cymbergaja o kasę, pierwsza gitara, pamiętam, że wszyscy czekali na ostatni dzwonek w budzie, żeby spotkać się z kompanami na ulicy i porozrabiać. Można powiedzieć, że wychowałem się na ulicy.

FD: Do tego zestawu dorzuciłbym bardzo dobrą piosenkę Formacji Nieżywych Schabuff „Ławka”. Wydaje mi się najlepsza z tych wszystkich.

A macie profile na Naszej Klasie? Utrzymujecie kontakty z dziewczynami z podwórka i chłopakami z waszej ulicy?

FD: Coś tam próbowałem zakładać, ale jakaś ta moja klasa jest niemrawa i sprawę porzuciłem, bo nic niezastapi mi przyjazni od 6 roku życia z Robertem Nastim Nastalem uznanym realizatorem dzwieku na koncertach i w studiu, które prowadzimy razem od prawie 10 lat. Ta znajomość trwa od 37 lat, z paroma dziewczynami z tamtych lat się mijam to tu to tam.

AB: Moja siostra bliźniaczka mnie zalogowała jest aktywna, bo starsza o15 minut ,ale ja nie jestem aktywny, nawet minęły mnie spotkania klasowe czego żałuje. Myślę że to dobra idea, nie widzę w tym tandety, jeżeli pomaga to tym, którzy nawzajem się szukają to dlaczego nie. Spotkać dawne dziewczyny i chłopaków z podwórka i ulicy- trochę sentymentalizmu jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Internet to wielka siła.



Tradycją już jest, że na płytach umieszczacie piosenki w rytmie reggae? Na „Madame Castro” są 3 takie utwory? Słuchacie polskiego reggae? Są plany by po składance „Ciemna strona Pudelsów” złożyć kompilację „Pudelsi grają reggae”?


AB: Skąd to wiesz ? Dokładnie tak zamierzamy zrobić, bo zebrało się kilkanaście regałów, Tylko tytuł będzie inny. Pudelsi od zarania dziejów grali reggae śmege, zawsze nas to bawiło. Wszyscy lubimy grać reggae, rzekłbym mamy nawet swój styl, reggae to dobra opcja niesie pozytywne wibracje, dobry nastrój i łagodzi obyczaje, rozładowuje napięcie, ludzie świetnie się bawią i mogą zapomnieć o wzajemnej agresji. Dlatego na każdej płycie nie zapominamy o dobrej wibrze w rytmie reggae.


FD: Jeszcze w tym roku zabierzemy się do nagrywania pierwszych trakuff do płyty pt. „Rege kocia muzyka” właśnie z numerami reggae’owymi z repertuaru Pudelsów. Projekt ten wyprzedził zdecydowanie plany nagrania „Ciemnej strony mrocznego dziedzictwa”, bo taki jest pełny tytuł tej akcji, do której z pewnością wrócimy. Z polskim reggae jestem dosyć dobrze osłuchany. Najlepsze lata spędziłem w Warszawie w klubie Hybrydy w pierwszej połowie lat 80 gdzie siedzibę miał Robert Brylewski i inni wielcy reggae’owego świata tego kraju tak, że miałem okazje dużo się nauczyć.

„Madame Castro” to druga płyta w przeciągu dwóch ostatnich lat, co stanowi dość szybkie tempo jak na zespół z takim stażem jak Pudelsi. Skąd ten wysyp piosenek? Czy są już wobec tego plany na nową płytę?

FD: Tak jak wspominałem na początku naszej rozmowy jest w tym pewien plan, plan stworzenia nowego repertuaru dla zespołu. Na razie nie możemy pozwolić sobie na jakies przerwy. Musimy bardzo ciężko pracować, aby uwiarygodnić zespół w oczach i uszach ludzi. Musimy stworzyć coś nowego tak, aby raz na zawsze skonczylo sie opowiadanie bzdur, że Pudelsi się skończyli. Oczywiście będziemy grać numery najstarsze z okresu Piotra Marka czy też z okresu, współpracy z Maleńczukiem, ale chcemy też grać coś nowego tak, że nowe na pewno powstanie, ale plan już jest i zabieramy, się za regały i będzie to super przyjemna robota.

AB: Najważniejsze, że wena matka nas nie opuszcza.

wtorek, 2 grudnia 2008

Wywiad dla DZIENNIKA POLSKIEGO 20 11 2008


Bawić, straszyć i wzruszać
Grupa Pudelsi powraca z nowym albumem „Madame Castro”. Rozmawialiśmy o nim z gitarzystą założycielem zespołu – Andrzejem „Pudlem” Bieniaszem.
- „Madame Castro” to druga płyta Pudelsów nagrana z nowym wokalistą – Szymonem Goldbergiem. Wydaje się, że tym razem udało mu się wyjść z cienia Maleńczuka.
- Szczerze powiedziawszy Szymon nie bardzo się tym przejmował. Nie znał Maleńczuka i nic sobie nie robił z porównywania go do niego. Oczywiście, to nie było nic przyjemnego, kiedy ciągle go pytano o Maleńczuka. Ale ponieważ jest bardzo dobrym wokalistą, dał sobie świetnie z tym radę. Dla nas ta wymiana okazała się korzystną opcją – z Szymonem owocnie się pracuje, on nikogo nie obraża po kilku kolejkach i jest pozytywnie nastawiony do ludzi.
- Ty i Franz Dreadhunter gracie ze sobą 25 lat, a Szymon dołączył do Waszej spółki dopiero niedawno. Czy dopuściliście go do tworzenia materiału na „Madame Castro”?
- Szymon jest w naszej spółce pełnoprawnym członkiem. Przede wszystkim świetnie śpiewa, współtworzy i pisze teksty, bierze również udział w tworzeniu muzyki oraz dba o plastyczną stronę naszych płyt. Jest wszechstronnie uzdolniony.
- Wasze nowe piosenki mają zdecydowanie poważny charakter. Znudziły się wam wygłupy?
Po pierwsze nigdy tego co robimy nie uważaliśmy za wygłupy- Tym razem jednak chcieliśmy zaatakować na poważnie. Niedobrze mi się robi, kiedy słyszę, jak o Pudelsach mówią, że to „kabaretowy” zespół. Niestety, przykleiła się do nas ta etykietka. A przecież piosenki Pudelsów są różnorodne, mogą zarówno bawić, jak i straszyć czy wzruszać.
- W porównaniu z Waszymi wcześniejszymi płytami, „Madame Castro” brzmi bardziej jednorodnie stylistycznie brzmieniowo.
- W 1999 roku odkryliśmy na płycie „Psychopop” własny styl Właśnie psychopop I kontynuujemy go z powodzeniem. Nagrywaliśmy płytę ponad rok. Mieliśmy więc czas, aby ją dopieścić i dopracować perfekto. Duża w tym zasługa ludzi, którzy produkowali ten materiał – Nastiego i Franza. Oraz muzyków zespółu i zaproszonych gości, którzy nas wsparli. Dysponowaliśmy dobrym sprzętem, w tym wieloma gitarami wzmacniaczem limitowanej edycji- vox ac30HW i efektami z najwyższej półki. Pieczołowicie dobieraliśmy instrumenty , bo chcieliśmy w pełni uwiarygodnić to, co gramy i nadać płycie ,,Madame Castro,, szlachetne , rasowe brzmienie .
- Po raz pierwszy od czasu współpracy z Korą sprzed dwudziestu lat, w piosence Pudelsów pojawia się kobiecy wokal Dziun. Skąd ten pomysł?
- Od początku planowaliśmy, aby w tym utworze zaśpiewała wokalistka. Szymon i Franz odkryli Dziun poszukując w internecie. To piękna dziewczyna, modelka, obdarzona ciepłym frapującym głosem .Przyjechała do Krakowa i nadała piosence ,,Będzie dobrze nam,, fajnego charakteru. Oprócz niej śpiewa na płycie również Justyna Motylska, która zostawiła na niej wokalizę w iście pinkfloydowym stylu ,w balladzie ,, Hiszpański temperament,,.
- Najbardziej psychodelicznym utworem na płycie jest „Gdyby ryby” z równie psychodelicznym tekstem... profesora Zina. Jak narodził się pomysł na to nagranie?
- Znałem profesora Zina przez najbliższą jego rodzinę od ponad 25 lat. I on obserwował Pudelsów, podsłuchiwał jak gramy. Od czasu „Czerwonego tanga” bardzo nas lubił. Umiał docenić ciekawie zestawione słowa. Dlatego dawałem mu swoje teksty do przeczytania. Po jego śmierci,która była wielką stratą dla Krakowa dowiedziałem się, że zostawił dla mnie wiersz z dedykacją „Dla profesora Pudla- Wiktor Zin” z adnotacją „Polonez”. Choć nie wyszedł nam z tego polonez, a raczej odjechana psychodelia, postanowiliśmy zgłosić „Gdyby ryby” na tegoroczny festiwal w Opolu. I nic – nikt się tym co Wiktor Zin miał do powiedzenia nie zainteresował . W odpowiedzi nagraliśmy piosenkę „Ty i ja bieguny dwa”,nadającą się na wszystkie festiwale organizowane w naszym kraju, która niestety nie trafiła na płytę, ponieważ była za mało „alternatywna” dla naszego wydawcy. Ale można ją posłuchać w Internecie.
- Czy „Miasto brzydnie” to Wasz rachunek wystawiony Krakowowi?
- To rachunek wystawiony przez Szymona. Kiedy zaczął z nami śpiewać, przeprowadził się z Gdyni do Krakowa i zaczął wsiąkać w tutejsze nocne życie. Mogło się to skończyć naprawdę źle. Kraków potrafi wciągnąć w czeluść – znam wielu ludzi, którzy choć deklarowali, że mają wszystko pod kontrolą, kończyli potem na leczeniu, samobójstwem, czy śmiercią. Całe szczęście Szymon wyrwał się z tego. Dziś znów mieszka pod Gdynią.
- A sam nie tęsknisz za Krakowem?
- Choć od 20 lat mieszkam w Krynicy ,jestem krakusem z krwi i kości, często bywam w Krakowie, bo mieszka tu mój 90-letni ojciec .No i tu jest studio ,,Czakram,, w którym nagrywamy wszystkie płyty. Najgorsza do przetrwania jest zima w Krakowie – ciężkie powietrze, wilgoć , szarzyzna, brud tak zwana ,,śląchwa,,. To może każdego zdołować. W Krynicy znalazłem spokój czystą wodę ,świeże powietrze i swoją wielką pasję – snowboard.
Rozmawiał Paweł Gzyl

niedziela, 21 września 2008

Hawana w Krynicy //fot püdel










































































































,,Madame Castro w towarzystwie dam jedna krzyknęła kocham ,cala reszta cham" .
Hawana to absolutny relikt przeszłości ,pamięta świetność lat 70 tzw seventys ,absolutny rarytas,niemy świadek minionej epoki. Tu jak głosi legenda Fidel Castro przybył w latach 70 na otwarcie właśnie Hawany. był też nieoficjalnie w Krakowie gościem studenckiego klubu pod Jaszczurami.
Przedstawiciele ludu tamtej epoki bali się gniewu ludu, bo nie mieli czystego sumienia .
Ach cóż za klimat panował w krynickiej Hawanie, te bale do 22 do ciszy nocnej, rozgrzane kuracjuszki pląsały zalotne tany, po 22 pośpiesznie wracały do sanatorium truchlejąc przed gniewem siostry oddzialowej i pana doktora,w lęku przed wydaleniem karnym.
Krysztalowa kula ,laminatowe blaty ,serwety z bistoru, krzesła wyścielane elaną, sztuczne kwiaty
w wazonikach z napisem "społem", obrotowy sufit, wyścielany lusterkami i kolorowymi szkiełkami,toaleta męsko-damska,wygibasy na perkiecie na wciągniętym brzuchu , słynne fajfy o szesnastej,no i niezapomniany sznycel po wiedeńsku czyli mielony z jajkiem sadzonym, rumsztyk z cebulką, pomidorowa z zacierką nalewana z aluminiowego garnuszka, bulion z żółtkiem a dla odważnych tatarek.
Niestety bezlitosny remont zaburzył ład i porządek z tamtych lat choć nie do końca. warto zobaczyć Hawanę w Krynicy uśąść przy stole przy którym zasiadł Comandante , i zobaczyć miejsce które było inspiracją do napisania piosenki "Madame Castro"-Pudelsi też tu byli i ślad swój zostawili.
Odwiedzając Krynicę nie zapominajcie o" Hawanie",warto zobaczyć!!